Jazda na ręcznym hamulcu – #cykldrogi 1

Zdarzyło się Wam jechać kiedyś na ręcznym hamulcu? Niby jedziemy a jednak coś jest nie tak… samochód się toczy ale jakoś nie ma mocy. Obroty są wysokie ale prędkość jakaś taka słaba. Do tego mijasz ludzi, którzy jakoś dziwnie na Ciebie patrzą i coś komentują.

Mi zdarzyło się jechać do galerii handlowej na ręcznym bo z powodu mrozów hamulce po prostu przymarzły. Nie polecam… ani odczuć ani wstydu.

A czy podobnie nie dzieje się w wielu firmach w które jadą na „ręcznym”?

Firma rozwija się, dorasta, staje się „małą korporacją” i coś zaczyna zgrzytać… W sieci pojawiają się opinie niezadowolonych były pracowników (ale kto będzie ich słuchał, przecież to nieudacznicy), atmosfera w firmie staje się „trochę ciężka” (niby wszyscy są uprzejmi ale podpierdalanki są porządku dziennym), nowi ludzie pojawiają się i nagle znikają (przecież to nieudacznicy, którzy nie dostosowali się do wymogów firmy). Co gorsze, firma jakoś jedzie do przodu (wskaźniki idą w górę).

Coś się jednak dzieje. Tylko nikt nie wie co… a negatywne zmiany następują tak wolno, że nikt ich nie zauważa. Wszystkiemu winny jest hamulec ręczny czyli Pan Właścicielzwany też Panem Prezesem.

Taka sytuacja powstaje też często (jeżeli nie częściej) w mikrofirmach które zatrudniają kilka osób i zaczynają się rozrastać oraz w firmach za małych by stać się „korporacjami” z działającymi procedurami i decyzyjnymi managerami a jest zbyt duża by dalej opierać jej działanie na decyzyjności tego jednego, najważniejszego człowieka. A niestety, ten najważniejszy nie chce lub nie umie oddać ani skrawka decyzyjnościswojej firmie – nie zdając sobie sprawy z tego, że firma to nie dom.

Najbardziej widoczne oznaki szefa hamulca…

Nie znam się ale źle Pan robisz

Nie ma na świecie osób, które znałyby się na wszystkim. W mojej pracy spotykam często genialnych biznesmenów którzy zbudowali swoje firmy od podstaw. Jedni specjalizują się z produkcji, inni w dystrybucji. Rozwijając firmę wchodzą jednak w rejony w których nie mają zupełnie kompetencji – ani merytorycznych ani zarządczych.

Niestety… ich ego mówi im, że to tylko oni mają rację.

Wszystkie sznurki w jednym ręku

Niby firma zatrudnia menadżerów (coraz więcej dyrektorów i kierowników) ale jednak decyzje podejmowane są przez jedną, jedyną osobę. Taki człowiek orkiestra, który decyduje o wszystkim od kreski na stronie przez zakup cukierków do paczek w prezentach.

Natłok decyzji i spotkań powoduje, że staje się człowiekiem niezwykle zajętym do którego na audiencję trzeba zapisywać się z kilkudniowym wyprzedzeniem. A bez decyzji nie ma możliwości ruchu.

Brak jasnych informacji

Nie ma nic gorszego niż brak jasnych komunikatów. Początek projektu bez decyzji co do budżetu projektu (tak, żeby był biznes). Budowa strony bez wytycznych ( tak, żeby było ładnie). Czasem zastanawiam się w jaki sposób ci ludzie dotarli do tego miejsca w którym właśnie teraz są – dotarli bo byli specjalistami w swojej dziedzinie i samodzielnie podejmowali decyzję. A teraz muszą podjąć decyzję pośrednio, przekazując część kompetencji innemu specjaliście.

Humor, humorek, decyzja

Wiecie jak dziwnie jest w firmie w której przewodnim tematem o poranku jest humor właściciela? Nie będę rozwijał tego punktu ale zastanówcie się sami jak prowadzi się projekty w firmie w której decyzje podejmuje się na podstawie humoru a nie merytorycznych przesłanek. 🙂

Zły doradca

Szara eminencja… pracownik związany z firmą przez długie lata. Znacie takiego kogoś? Najczęściej jest to człowiek który przystosował się do pracy z szefem ale nie przez swoje kompetencje ale dzięki temu, że umie przytakiwać Panu Właścicielowi i bardzo dobrze porusza się w labiryncie ansów – niuansów.

Dlaczego zły doradca? Bo na pierwszym miejscu stawia utrzymanie się w pracy i bardzo sprawnie eliminuje z otoczenia osoby które mogłyby zagrozić jej pozycji w firmie.

Skutek?

W firmie zostają głównie ludzie BMW* lub którzy z różnych powodów przystosowują się do tego rodzaju pracy. Z czasem jako kandydaci w czasie rekrutacji pojawiają się coraz gorsi ludzie, którzy coraz słabiej zaczynają identyfikować się z firmą – traktują ją jako okres przejściowy w poszukiwaniu nowej pracy.

A skutki długofalowe… pozostawiam Wam do przemyśleń.

Wiem, że ciężko oddać skrawki decyzyjności w firmie którą stworzyło się od podstaw ale czy warto być głównym hamulcowym w swojej firmie?

*BMW – Bierny Mierny Wierny

P.S. Żeby nie było… zwracam tylko uwagę na problemy. Tak do przemyślenia. Bardzo proszę nie brać tego personalnie 🙂

P.S. 2 Artykuł pokazuje głównie moje wady których muszę pozbywać się w pracy ze wspólniczką i współpracownikami.