Certyfikat rezydencji i podatek u źródła – Adwords, Facebook Ads

Papier i indywidualna interpretacja kontrolera rządzą a zawiłości polskiego systemu skarbowego/podatkowego już od dawna powodują u mnie ból głowy. „Przejście na totalne swoje” czyli spółka z o.o. spowodowało, że zaczynam coraz bardziej płynąć i coraz częściej zaglądam na strony dla księgowych. Mimo, że jako spółka mamy fenomenalną księgową.

Reklamujesz się w Adwords czy przy pomocy Facebook Ads? To musisz przeczytać…

A więc od początku.

Czym jest podatek u źródła?

To taki bardzo mało znany podatek, który zyskuje wśród pracowników urzędów skarbowych coraz większe znaczenie 🙂 Urzędnicy coraz lepiej szkolą się w tym zakresie a „uszczelnianie systemu podatkowego” powoduje, że coraz częściej zwracają uwagę na ten podatek podczas kontroli.

Zgodnie z Ustawą o podatku dochodowym od osób fizycznych (Art. 29, ust. 1) i Ustawą o podatku dochodowym od osób prawnych (Art. 21, ust. 1) przychody uzyskane przez firmy lub osoby nie mające miejsca zamieszkania (siedziby) na terenie Polski wymagają pobrania zryczałtowanego podatku dochodowego wynoszącego 20% lub 10% kwoty przychodu (w zależności od rodzaju transakcji). Tak więc, teoretycznie – od każdej faktury którą płacimy zagranicznemu kontrahentowi powinniśmy zapłacić do urzędu skarbowego dodatkowe 10% lub 20% podatku. Ciekawe co?

Teoretycznie, ponieważ podatkowi temu podlega część usług (Art. 21, ust. 1 – Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych):

1. Podatek dochodowy z tytułu uzyskanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez podatników, o których mowa w art. 3 ust. 2, przychodów:

1) z odsetek, z praw autorskich lub praw pokrewnych, z praw do projektów wynalazczych, znaków towarowych i wzorów zdobniczych, w tym również ze sprzedaży tych praw, z należności za udostępnienie tajemnicy receptury lub procesu produkcyjnego, za użytkowanie lub prawo do użytkowania urządzenia przemysłowego, w tym także środka transportu, urządzenia handlowego lub naukowego, za informacje związane ze zdobytym doświadczeniem w dziedzinie przemysłowej, handlowej lub naukowej (know-how),

2) z opłat za świadczone usługi w zakresie działalności widowiskowej, rozrywkowej lub sportowej, wykonywanej przez osoby prawne mające siedzibę za granicą, organizowanej za pośrednictwem osób fizycznych lub osób prawnych prowadzących działalność w zakresie imprez artystycznych, rozrywkowych lub sportowych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej,

2a) z tytułu świadczeń: doradczych, księgowych, badania rynku, usług prawnych, usług reklamowych, zarządzania i kontroli, przetwarzania danych, usług rekrutacji pracowników i pozyskiwania personelu, gwarancji i poręczeń oraz świadczeń o podobnym charakterze

– ustala się w wysokości 20% przychodów;

3) z tytułu należnych opłat za wywóz ładunków i pasażerów przyjętych do przewozu w portach polskich przez zagraniczne przedsiębiorstwa morskiej żeglugi handlowej, z wyjątkiem ładunków i pasażerów tranzytowych,

4) uzyskanych na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez zagraniczne przedsiębiorstwa żeglugi powietrznej

– ustala się w wysokości 10% tych przychodów

Tak więc zgodnie z przepisami, za budżety Adwords i Facebooka, powinniśmy zapłacić 20% ale…

2. Przepisy ust. 1 stosuje się z uwzględnieniem umów w sprawie zapobieżenia podwójnemu opodatkowaniu, których stroną jest Rzeczpospolita Polska

Certyfikat rezydencji

Oznacza, że wyższą wagę od przepisów o podatku u źródła mają umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, które Polska zawarła. Wówczas trzeba jednak udowodnić, że kontrahent płaci podatki w innym kraju.

Służy temu certyfikat rezydencji – dokument wystawiany przez miejscowy urząd skarbowy i potwierdzający, że firma jest płatnikiem podatku dochodowego w tym kraju.

Ufff… Czyli wystarczy więc mieć aktualny irlandzki certyfikat rezydencji obu firm i po kłopocie… Teoretycznie…

Jakiś czas temu, klient zwrócił się do mnie z pytaniem czy w jakiś magiczny sposób mogę wydobyć mu „papierowy certyfikat rezydencji Google”. O certyfikacie rezydencji słyszałem (Google i Facebooka) ale w formie PDFa lub JPGa pobieranego ze strony. Natomiast o papierowych dokumentach życiu nie słyszałem.

Postanowiłem uderzyć „do źródła”. Z rozmowy z naszym opiekunem z „ramienia Google” wynikało, że innego nie ma możliwości uzyskania papierowego dokumentu a PDF jest jedyną formą dystrybucji tego dokumentu.

A czym problem? Problem jest w niejednoznacznej definicji dokumentu elektronicznego oraz w dowolności interpretacji przepisów przez urzędników skarbowych. Otóż dla niektórych (a śmiem twierdzić, że teraz już dla większości) urzędników skarbowych PDF lub JPG nie jest dokumentem elektronicznym więc skany jakimi posługujemy się na co dzień nie mają żadnej wartości.

Powstaje więc taki delikatny kociokwik…

Do przeczytania:

http://ksiegowosc.infor.pl/podatki/cit/cit/podatnicy-i-zakres-opodatkowania/747461,Certyfikat-rezydencji-podatkowej-w-formie-elektronicznej.html

http://grantthornton.pl/publikacja/elektroniczny-certyfikat-rezydencji-nie-pozwala-na-obnizenie-podatku-u-zrodla/

http://www.podatki.abc.com.pl/czytaj/-/artykul/jakie-zasady-obowiazuja-przy-elektronicznym-certyfikacie-rezydencji

Co więc należy zrobić? Wydębić oryginały dokumentów od właściwego urzędu w Irlandii albo liczyć na racjonalne podejście kontrolera.

Co może więc zrobić firma, która chce uniknąć kłopotu?

Rozwiązanie jest bardzo proste – zlecić opłacanie budżetu reklamowego agencji, która zajmuje się prowadzeniem konta Adwords lub Facebook Ads. Wówczas klient otrzymuje 1 fakturę VAT (za budżet i obsługę), przy czym budżet jest powiększony o należny podatek VAT.

Masochistom polecam:

http://isap.sejm.gov.pl/Download?id=WDU19920210086.&type=3 (Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych – tekst ujednolicony)